O mojej inicjatywie pisałam już na asku kilka razy.
Niemniej jednak przytoczę i tu, ponieważ mój pomysł może być komuś nieznany.
Odpowiedzią na pytanie zadane w tytule postu jest dekadenckie i ponure: ''Owszem''.
Nie jest mi wstyd opowiadać o swoich doświadczeniach, nie czuję się nieswojo i źle a wręcz przeciwnie - myślę,że opowiadając je komuś mogę dodać mu siły. Żeby wiedział, że z emocjonalnej pustki jest wyjście, jak i z każdej sytuacji w życiu. Nie mamy wpływu na to, co nas spotyka, ale mamy wpływ na nasze reakcje. Wszystko dzieje się w naszej głowie - pewnie słyszeliście tę myśl tysiąc razy, ale ja powtórzę raz kolejny, abyście uwierzyli nareszcie w jej prawdziwość.
~~ Były
chwile, kiedy czułam, że za chwilę utonę w tej melancholii, pogrąży
mnie ona i wypełni nawet najmniejszą przestrzeń mojego ciała i duszy,
czułam strach i obrzydzenie w każdym calu, w każdej komórce. Pragnęłam
rozpaczliwie to zniszczyć i uwolnić się od tego. W każdy, możliwy
sposób.
Jednak wszystko to jest przeszłością.
Spotkałam na swojej drodze mnóstwo inspirujących ludzi, motywujących książek i rzeczy, którymi wzbogacałam swoje wnętrze. Życie doświadczyło mnie niesamowicie, to dlatego jestem teraz taka silna i mogę opowiadać o swoim życiu aby uświadomić innym, że z każdej sytuacji jest wyjście, a 'porażki' to tylko lekcje, dzięki którym możemy bez wysiłku wspiąć się na schodek wyżej. Schody do doskonałości są przerażające długie, lecz za każdym razem, gdy powstrzymasz się od złośliwego komentarza, spojrzysz na siebie życzliwie, wyciągniesz do kogoś rękę, uśmiechniesz się przez łzy - zmierzasz ku górze.
Myślałam kiedyś o sobie jak o kimś parszywym, najgorszym, zniszczonym, rozdartym, bezużytecznym. Dziś wiem, że jestem jedyna, niepowtarzalna, inteligentna, młoda, piękna, zdolna, wyjątkowa, z wieloma wadami, które są tylko moją własnością, nie muszę i nie chcę się ich wstydzić. Jestem tym, kim zawsze chciałam być. Dzięki sobie. Dzięki moim rodzicom. Dzięki przyjaciołom. Dzięki ludziom wokół mnie. Dzięki obcym osobom na ulicy, które odwzajemniają mój uśmiech i nie patrzą na mnie jak na dziwoląga. Dzięki sztuce. Dzięki Wam. Tak, dzięki Wam. Bo to dla Was i przez Was istnieję w tej wirtualnej społeczności (na asku) już ponad dwa lata. Jesteśmy tutaj razem jakieś kilkanaście miesięcy. To piękne. I będzie istnieć dalej.
Chodzi mi po głowie, aby mój blog przekształcić w miejsce, gdzie odnajdziesz motywację. Gdzie będziesz czytać moje słowa i uświadamiać sobie, małymi kroczkami, że jesteś cudem. Pięknym człowiekiem, o duszy którą sam możesz udoskonalać. Moją inspiracją i motywacją jest Regina Brett, nawet nazwy rozdziałów jej książek mają w sobie gargantuiczne pokłady magii, takie, że ledwo widzę tekst przez łzy. Mam koncepcję, aby stworzyć taki własny poradnik na moim blogu. Inspirowany Nią. Czy znajdzie się ktoś, kto będzie to czytał?
Jednak wszystko to jest przeszłością.
Spotkałam na swojej drodze mnóstwo inspirujących ludzi, motywujących książek i rzeczy, którymi wzbogacałam swoje wnętrze. Życie doświadczyło mnie niesamowicie, to dlatego jestem teraz taka silna i mogę opowiadać o swoim życiu aby uświadomić innym, że z każdej sytuacji jest wyjście, a 'porażki' to tylko lekcje, dzięki którym możemy bez wysiłku wspiąć się na schodek wyżej. Schody do doskonałości są przerażające długie, lecz za każdym razem, gdy powstrzymasz się od złośliwego komentarza, spojrzysz na siebie życzliwie, wyciągniesz do kogoś rękę, uśmiechniesz się przez łzy - zmierzasz ku górze.
Myślałam kiedyś o sobie jak o kimś parszywym, najgorszym, zniszczonym, rozdartym, bezużytecznym. Dziś wiem, że jestem jedyna, niepowtarzalna, inteligentna, młoda, piękna, zdolna, wyjątkowa, z wieloma wadami, które są tylko moją własnością, nie muszę i nie chcę się ich wstydzić. Jestem tym, kim zawsze chciałam być. Dzięki sobie. Dzięki moim rodzicom. Dzięki przyjaciołom. Dzięki ludziom wokół mnie. Dzięki obcym osobom na ulicy, które odwzajemniają mój uśmiech i nie patrzą na mnie jak na dziwoląga. Dzięki sztuce. Dzięki Wam. Tak, dzięki Wam. Bo to dla Was i przez Was istnieję w tej wirtualnej społeczności (na asku) już ponad dwa lata. Jesteśmy tutaj razem jakieś kilkanaście miesięcy. To piękne. I będzie istnieć dalej.
Chodzi mi po głowie, aby mój blog przekształcić w miejsce, gdzie odnajdziesz motywację. Gdzie będziesz czytać moje słowa i uświadamiać sobie, małymi kroczkami, że jesteś cudem. Pięknym człowiekiem, o duszy którą sam możesz udoskonalać. Moją inspiracją i motywacją jest Regina Brett, nawet nazwy rozdziałów jej książek mają w sobie gargantuiczne pokłady magii, takie, że ledwo widzę tekst przez łzy. Mam koncepcję, aby stworzyć taki własny poradnik na moim blogu. Inspirowany Nią. Czy znajdzie się ktoś, kto będzie to czytał?
~~ Nie zadaję już sobie tego pytania, gdyż wiele motywujących i pochlebnych słów przeczytałam na ten temat na asku. Dlatego nie pozostało mi nic innego, niż zacząć projekt.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz